Inwestowanie pojmuje się różnie. Nie ma jednej obowiązującej definicji. Na ogół jednak próby zdefiniowania obracają się jako wyrzeczenia się obecnych korzyści i przeznaczenie dostępnych środków na rzecz uzyskania przyszłych, wyższych korzyści. Naturalnie nie bez ryzyka. 

Jeszcze gorzej jest, gdy szukamy różnicy pomiędzy inwestycją a spekulacją. Niektórzy wręcz nie rozróżniają tych pojęć. Gerald Loeb, słynący z używania zwięzłych i dosadnych określeń stwierdził: Wszystkie inwestycje to spekulacje. Jedyna różnica polega na tym, że część ludzi przyznaje się do tego, a część nie”. Przy tym na ogół przypisuje się spekulowaniu jakieś konotacje ujemne, a inwestowaniu bardziej pozytywne.

Niektórzy próbują odróżniać inwestycje jako trwające długo, a spekulacje jako trwające krótko. Stąd wzięła się żartobliwa definicja inwestora długoterminowego jako spekulanta, któremu nie wyszło. Inni próbują odnieść się do ryzyka. I tak spekulacje byłyby bardziej ryzykowne, a inwestycje mniej. Jeszcze inni próbują odnosić spekulacje do psychologii, a inwestowanie do wartości fundamentalnej. 

Tymczasem, moim zdaniem, sedno sprawy tkwi gdzie indziej. Nie potrafię właściwie zrozumieć, dlaczego nie dostrzega się tak prostej zależności:

Spekulowanie to bazowanie na odsprzedaży z zyskiem, a inwestowanie to bazowanie na korzyściach ekonomicznych. Korzyść ekonomiczną musi przy tym dostarczyć strona trzecia. Spekulant nie ma zatem innej możliwości zarobku jak odsprzedaż z zyskiem. Inwestor może trzymać aktywo i czerpać korzyści z samego jego posiadania.

Spekulacją jest zatem nabywanie walut, złota, bitcoinów, wina. Nabywanie instrumentów pochodnych jest też prawie zawsze spekulacją. Najbardziej klasycznym przykładem inwestowania będzie nabywanie instrumentów dłużnych, takich jak obligacje czy KWIT-y. Ponadto zakładanie lokat, kupno nieruchomości z przeznaczeniem na wynajem. Z akcjami może być różnie: w zależności od tego czy wypłacana będzie dywidenda.

We wszystkich tych przykładach inwestycji występuje z punktu widzenia inwestora dodatkowy czynnik w postaci płatnika korzyści ekonomicznych: emitent wypłacający kupony od obligacji lub KWIT-ów, dywidend od akcji (jeżeli są płacone), bank wypłacający odsetki od lokaty czy najemca płacący czynsz od nieruchomości.

Inne elementy są już tylko pochodną tego pierwotnego rozróżnienia. Inwestycje istotnie są mniej ryzykowne, bo bazują na korzyściach ekonomicznych, a nie tylko na wahaniach cen. Możemy je też utrzymywać długo, bo cały czas przynoszą korzyści. 

Zwracam na to wszystko uwagę, bo w czasach zawirowań – a z takim mamy przecież obecnie do czynienia, inwestorzy stają się często zagubieni. Pojawia się między innymi tendencja do szukania „bezpiecznych inwestycji”.  Najśmieszniejsze zaś jest to, że niektórym z powyższych przedmiotom spekulacji przydaje się właśnie przymioty „bezpiecznych inwestycji”. Czasem tak pojmuje się na przykład złoto czy niektóre waluty. Nie. To nie jest inwestowanie – to spekulowanie. Warto więc by ci zagubieni inwestorzy, mieli świadomość, że w istocie zamiast szukać bezpiecznej inwestycji, próbują raczej na czymś spekulować.

Paweł Zaremba-Śmietański

Share This